Pytanie - czy mając bliźniaka można być normalnym? Czy widoczny duplikat w naturalny sposób nie uzewnętrznia własnej schizofrenii? Czy objawy obłędu nie są czymś bliskim w takim przypadku? Bracia Quay - szaleńcy, bliźniacy, artyści, filmowcy. Rocznik '47. Urodzeni w Ameryce jak najszybciej uciekają z niej, by osiąść w Londynie. Quay X 2 - urodzeni z piętnem dualizmu, harmonii, cztery ręce, cztery nogi, dwie głowy. Ich rzeczywistość w naturalny sposób musi odbiegać od przyjętych norm. Artyści pozbawieni współczesnego piętna pragnienia bycia pop. Gdzieś na obrzeżach kultury od prawie trzydziestu lat realizują swoje nieokiełznane obrazy.
Bo filmy braci Quay to po prostu ruchome zdjęcia, klasyczne animacje z wykorzystaniem bezdusznych lalek. Opętanych postaci próbujący się przeciwstawiać odgórnemu prawu otaczającego ich świata. Dekonstrukcję otaczającej rzeczywistości. Świat, w którym wszystko jest jedyne w swoim rodzaju, świat pełen niepowtarzalnych struktur. Dynamicznych, nieopisanych, rozbitych, rozciągniętych, poszarpanych. Quay, Quay owładnięci piętnem niemieckiego ekspresjonizmu, surrealizmu, nurtów awangardowych. Spadkobiercy Franza Kafki, Bruno Schulza, Jana Svankmajera czy Jorge Luisa Borgesa. Bogowie klaustrofobicznego świata materii. Sztukmistrze antropomorficznej skorupy.
 |
|
Kim trzeba być by wystąpić w filmie braci Quay? Po pierwsze - najlepiej być marionetką, lalką, kukiełką. Pluszowym zajączkiem czy też powyginaną, zniszczoną zepsutą porcelanową buźką. Trzeba umieć się całkowicie im podporządkować, pozbawić się własnej dumy i ego. Być usłużnym. Zostać rekwizytem w ich rękach. Bohater filmu nie powinien bać się chodzić po suficie, skakać w otchłań czy przenikać pomiędzy warstwami zastałego świata. Trzeba to powtórzyć - bohater braci Quay powinien oddać się im całkowicie. Powinien nauczyć się powtarzalności gestów. Ruchów, ciągłego celebrowania rytuałów. Nie powinien uciekać od mechaniczności, bo każda próba ucieczki skończy się jego porażką. Żyć w świecie niewidocznych małych nitek poruszających rękoma i nogami. W świecie nożyczek, noży, scyzoryków, pinezek, szkła, starego drewna, kurzu, mebli - głównie stołu, łyżek, sztućców, gwoździ, luster. Pamiętać trzeba, że nauczyć się trzeba istnieć w świecie mocno istniejącej materii stałej. Bohater filmu przyzwyczaić się musi do pewnej estetyzacji brzydoty, deformacji, szaleństwa.
Nad tym wszystkim ciąży pewne tęsknota za czymś więcej, przenikający gdzieniegdzie sentymentalizm, który ginie w mechanicznym świecie. Serce, stół, przy którym siedzi pojedyncza postać. Idea nieuchronności czasu, rozpadu, efemeryczności chwili. Próby zapanowania nad światem. Coś nad tym wszystkim, coś kruchego, niedopowiedzianego.
Instytut Benjamenta - adaptacja powieści Roberta Walsera pt. Jakob von Gunten. Historia tytułowego bohatera przybywającego do szkoły dla służących. Miejsca, gdzie uczniowie odbywają co dzień tę samą lekcję - rytuałów gestów i zachowań. Właścicielami i nauczycielami owego instytutu jest rodzeństwo Benjamenta. Przybycie Jakoba wyrywa ich z marazmu i degrengolady. Rozpoczynają nasyconą erotyzmem grę w której główną postacią jest nowy uczeń. Przybywający bohater widziany jest przez innych jako zbawca zdegradowanego świata otaczającego instytut - rozkładającej się rzeczywistości i umierającego czasu.
Ulica Krokodyli - to luźna wariacja na temat opowiadania autorstwa Brunona Schulza. Opowieść o zakazanym świecie do którego wkracza uwolniona z rąk twórcy kukiełka. Bohater - obserwator ulicznych witryn, sklepów, miejsc w których dominuje mechaniczność, degeneracja. Pomiędzy tym przebija czas przeszły, pamięć, ginąca jednak wśród przytłaczającej większości zgnilizny życia.Świat przedstawiony, to świat w zaniku, istniejący "na chwilę", dopóki nakręcona sprężynka nie skończy się kręcić. A nad tym wszystkim czuwa oko starca, obserwatora mapy, na której zaznaczona jest tytułowa ulica Krokodyli.
Początek - Od momentu powstania pierwszego filmu Stephena i Timothego Quay minęło prawie trzydzieści lat.
Muzyka - nieodłączny element animacji, mechaniczna, sztuczna, barokowa, klasyczna, nieludzka, surrealistyczna, bezduszna
Cień - przesłaniający kadry, zasłaniający rzeczywistość, przenikający, pokłosie ekspresjonizmu, tworzywo nastroju.
Materia - coś, co otacza wszystko, materia stała, z której nie sposób się wyzwolić, uciec.
Animacje /przykłady/- Cabinet of Jan Svankmajer, Street of Crocodiles, Stille Nacht, Nocturnia Artificialia.
Polska - Bracia Quay zaadaptowali Ulicę Krokodyli Brunona Schulza. Autorem muzyki Ulicy oraz Instytutu Benjamenta jest Lech Jankowski z Teatru Ósmego Dnia.
Fakty - W 1995 roku bracia Quay stworzyli swój pierwszy aktorski film. Jednakże Instytut Benjamenta zrealizowany na podstawie prozy Roberta Walsera nie różni się znacząco od innych realizacji. Aktorzy występujący w tym filmie zachowują się niczym lalki z poprzednich produkcji braci. Ekspresjonistyczna opowieść o szkole dla służących powtarzających codziennie te same czynności jest w pewnym sensie kwintesencja wszystkich wcześniejszych utworów. W 2005 roku Quay zrealizowali swój kolejny pełnometrażowy film. Piano Tuner of Earthquakes to historia szalonego doktora, który zamienia pewną operową śpiewaczkę w mechanicznego nocnego potwora. Wśród producentów wykonawczych znaleźć możemy nazwisko Terrego Gilliama. Do tej pory obraz nie pojawił się na Polskich ekranach.
Ciekawostka - W 1980 roku bracia Quay wystąpili w filmie Petera Greenawaya pt. Kronika wypadków.
|
Marcin Bałczewski
Rocznik 1981. Mieszka w Łodzi. Z wykształcenia polonista, kulturoznawca i pedagog - obecnie studiuje jeszcze edytorstwo. Uprawia konceptualną, postmoderną prozę - czasami popełni jakiś film. Założyciel Forum Prozatorskiego. Publikował w periodykach: Lampa i Iskra Boża, Topos, Portret, [fo:pa], Zabudowa Trawnika. Wydał: W poszukiwaniu straconego miejsca. |
|